Hej 👋
Wracam do pisania po polsku. Bo tak czuję w tym momencie.
Bo wiem, że minie jeszcze trochę czasu, zanim będę miał realne fundamenty, żeby wyjść na rynek anglojęzyczny z usługami i z newsletterem.
I zamiast walczyć z tym oporem - po prostu wracam.
Moje życie w dużej mierze jest o próbowaniu.
Może każde życie też jest choć trochę o tym.
Pisałem trzynaście numerów po angielsku. Spróbowałem. Wróciłem. Z nowym doświadczeniem i bez żalu.
Poleciałem na Filipiny na urodziny. Zanurkowałem, zobaczyłem, mogę wracać.
I jeszcze bardziej się utwierdziłem, że takie podróżowanie nie jest dla mnie na tym etapie - czym innym byłoby dzielenie wspomnień, jak się podróżuje z drugą osobą, a czym innym jest podróżowanie samemu.
Wolę pracować. Po prostu.
I w tym wszystkim - nie bać się próbować, popełniać błędy i wracać do wcześniejszych ustaleń. Bo tak wygląda prawdziwe szukanie swojego.
Oczywiście, kiedy tylko podjąłem decyzję o powrocie do pisania newslettera po polsku, odezwał się wewnętrzny krytyk.
"A co ty się tak skaczesz i szwędasz jak mucha po gównie?" (xd)
Niezawodny Pan Krytyk. Ma zdanie o wszystkim.
No tak, skaczę. Próbuję. Wracam. I piszę o tym, bo myślę, że ty też gdzieś to znasz. A jeśli nie znasz, to zazdroszczę.
W środku newslettera: refleksja z Filipin, o oporze i wewnętrznym krytyku, o reklamach za mniej niż trzy złote za kontakt i trochę muzyki i podcastu.
Lecimy.
🧠 Refleksja tygodnia
Byłem chory przez cały tydzień.
Węzły chłonne przy szyi, kaszel, zatkany nos. Klimatyzacja w hotelu, w coworkingu i w restauracji - wszystkie nastawione na arktyczną zimę. Jakbyś wchodził do trzech zamrażarek dziennie.
Wszyscy mi mówili: odpoczywaj. Zwiedzaj. Przecież tyle pracowałeś ostatnio.
A ja siedziałem zziębnięty, z zatkowanym nosem, i myślałem jedno: chcę robić robotę. Wyzdrowieć i robić robotę. ;]
Nie dlatego, że jestem workaholic. Nie dlatego, że nie umiem odpoczywać (choć może trochę też).
Dlatego, że na tym etapie - gdzie mam klientów, otwarte projekty, kampanie do odpalenia - odpoczynek mi po prostu nie leży. Mam za dużo w połowie.
I to czucie winy, kiedy nie pracujesz, a wiesz że powinieneś - to jest coś zupełnie innego niż wypalenie. To bardziej sygnał, że jesteś w trybie, w którym tempo jest ważniejsze od pauzy.
Może za rok, z większą poduszką, z bardziej poukładanym biznesem, nauka odpoczywania będzie miała sens. Teraz - nie.
Dowiedziałem się też czegoś o sobie przy okazji.
Podróżowanie samemu ma swoje zalety. Ale nie dzielenie się doświadczeniami z nikim sprawia, że połowa z nich po prostu traci smak. Sardynki i wieloryby - zajebiście. Ale fajniej byłoby je zobaczyć z kimś.
Potrzebuję rutyny. Siłowni. Coworkingu. Ludzi przy obiedzie.
Prostych rzeczy. Na tym etapie naprawdę tylko tyle.
💡 Inspiracja tygodnia
Jest taki głos, który pojawia się zawsze, kiedy wracam do czegoś, z czego wcześniej zrezygnowałem.
"A nie mówiłem?"
Wróciłem do pisania newslettera po polsku - i głos jest. Wyjeżdżam z Filipin bez zwiedzenia większości z tego, co planowałem - i głos też jest.
Ten głos ma rację, że wracam. Ale myli się w interpretacji.
Wracanie nie jest błądzeniem. Wracanie jest metodą.
Każda pętla - próba, weryfikacja, powrót - wraca w inne miejsce. Trzynaście numerów po angielsku przyniosło mi coś, czego nie miałem przed nimi: pewność, że to nie ten czas, że opór był za duży, że bardziej od serca mogę pisać po polsku. Bez tych trzynastu numerów ta pewność by nie istniała.
Dwa tygodnie na Filipinach przyniosło mi pewność, że nie chcę podróżować samemu. Że wolę rutynę. Że moje podróżowanie powinno być do ludzi. Z ludźmi.
Krytyk mówi: skaczesz jak mucha po gównie.
A ja myślę: no tak. Lata się. I za każdym razem ląduję trochę gdzie indziej.
I nie ma w tym nic złego. Próbowanie nie jest brakiem kierunku. To jedyna droga, żeby sprawdzić, co naprawdę jest twoje i na czym naprawdę ci zależy.
Idealizujemy kierunek i konsekwencję. Że dobra decyzja to ta podjęta raz i trzymana mimo wszystko.
Ale może dobra decyzja to ta, która uwzględnia nowe dane.
Ty się nie skaczesz. Ty aktualizujesz.
🔧 Narzędzie tygodnia
W zeszłym tygodniu prowadziłem reklamy dla klienta.
Usługa: pomoc autorom w wydaniu własnej książki - od projektu i produkcji, przez layout, po dystrybucję w dużych sieciach.
Kampania na błyskawiczny formularz Lead Ads na Meta.
To format, który działa inaczej niż reklama kierująca na landing page. Ktoś widzi reklamę, klika, formularz otwiera się bezpośrednio w aplikacji - już z uzupełnionym imieniem, numerem telefonu i mailem z profilu. Jeden klik. Żadnego przerzucania do przeglądarki.
Wynik: koszt za kontakt poniżej trzech złotych.
Trzy złote za kogoś, kto powiedział: tak, jestem zainteresowany.
Lead Ads nie zastąpi dobrze zbudowanego landing page'a, jeśli zależy ci na jakości leadów i długim ocieplaniu kontaktu. Ale jeśli chcesz szybko sprawdzić, czy w ogóle jest zainteresowanie twoją ofertą - to jeden z najtańszych sposobów na uzyskanie odpowiedzi.
📈 Rozwój biznesowy
O reklamach piszę nie dlatego, że jestem ekspertem od mediów.
Piszę, bo sam mam/miałem ten problem - mimo że prowadzę kampanie dla klientów od ponad roku.
Wiem jak ustawić kampanię. Wiem jak napisać hook. Wiem jak zbudować landing page i cały lejek wokół niego.
I mimo to przez długie miesiące nie wydawałem na własne reklamy prawie nic.
Bo siedziało coś z tyłu głowy: oferta nie jest jeszcze gotowa, kreacja za słaba, najpierw trochę organic, a potem dopiero reklamy.
To jest ta sama blokada, którą widzę u klientów. I to jest paradoksalne, bo dla nich ją rozwiązuję od ponad roku, ale dla siebie - długo nie.
Na poziomie na którym jestem, jedyną prawdziwą barierą jest mentalna. Nie wiedza. Nie budżet. Nie technologia.
To decyzja, że wychodzisz z twarzą do świata i mówisz: "hej, robię to, chcesz?"
I że zaczynasz wydawać pieniądze, żeby to powiedzieć głośniej.
Dla klientów to robiłem od dawna. Dla siebie - przełamuję to teraz. I to jest chyba najważniejsza zmiana w tym, jak patrzę na swój biznes w tym momencie.
🎧 Pocztówka z podróży 🌏
Dwie rzeczy, które mnie cieszą w tym tygodniu.
Pierwsza: mam pierwszy porządnie nagrany set DJ-ski.
Rooftop w Ho Chi Minh City. Właściwy sprzęt, właściwa akustyka, właściwa energia w miejscu.
Przez długi czas grałem sety, które albo w ogóle nie były nagrywane, albo nagrywałem tylko audio na SoundCloud.
Tym razem wyszło jak powinno.
Druga rzecz: wczoraj, w sobotę wyszedł piąty odcinek podcastu "Solo z Maszyną" z Jackiem.
Rozmawiamy o AI i automatyzacji. Publikujemy odcinki co tydzień, w sobotę o 11:00. Niezależnie od tego, gdzie jestem. Niezależnie od tego, co się dzieje.
I to jest dokładnie ten rodzaj spójności, do której aspiruję we wszystkim, co robię. Nie perfect setup. Nie czekanie na lepszy moment.
Po prostu co tydzień, w sobotę, wychodzimy.
Jak do tej pory - wychodzi.
💬 Przemyślenia? Komentarze? Odpisz na tego maila, jestem ciekawy innych punktów patrzenia!
Dzięki, że jesteś.
Pięknego nadchodzącego tygodnia i niech słoneczko smaży pięknie po twarzy ✌️
Bartek